#1086

Żyje. Cała i zdrowa – zdrowia umysłowego nie biorę pod uwagę, bo z tym to bywa gorzej. Zima cały czas za oknem, ale to chyba każdy zauważył. Kupiłam sobie ostatnio żonkile w Lidlu i postawiłam na biurku w pokoju, tak jakoś milej z nimi. Zakupiłam pyszną herbatę zieloną z marakują – pachnie obłędnie, zupełnie jak balsam z Body Shopu o tym samym zapachu. Czasem mi zimno, w nogi najczęściej, że muszę spać z skarpetkach, ale to chyba moje krążenie coś nie domaga. I w sumie tyle. A, niedługo mam urodziny.

#1085

Pamięta ktoś okulistę z badań medycyny pracy? Tego co to mnie w cudowny sposób uzdrowił i powiedział, że nie potrzebuje okularów? To byłam w tygodniu u okulisty na badaniu dna oka, zresztą u tej samej Pani doktor, u której byłam jak potrzebowałam recepty na okulary. Wychodzę z założenia, ze jak już mnie ktoś 2 razy badał i za każdym razem wyszło mu to samo, to chyba jednak jest ok. Anyway, zrobiła mi badania, ponownie zmierzyła jaką powinnam mieć moc okularów i powiedziała, że nic nie zmieniamy. No cóż, wybaczcie, ale cudu nie ma, dalej jestem ślepa.

#1084

Chciałam wczoraj wieczorem grać, bo zawsze gramy we dwoje, a ten mi mówi, że randkę ma :| I serce mi pękło, znów…

 

 

U niego to akurat randka może również oznaczać piwo z kumplem albo wyjście z chłopakami z pracy, ale nic więcej nie powiedział.

Tak, o Pana K chodzi…

#1083

Jakiś do dupy był ten tydzień. Na siłowni szło mi cholernie słabo, jakoś nie czułam nawet tych ćwiczeń „w ciele”. Zajęcia z twerku były z inną dziewczyną w ramach zastępstwa i mi się nie podobały, dla mnie to była zmarnowana godzina. Poza tym samopoczucie też nie jakieś wybitnie rewelacyjne i do tego słodycze, których w tym tygodniu było za dużo, znowu efekty przy niedzielnym ważeniu będą liche… Będę gruba i sama, a potem zjedzą mnie koty albo coś.

#1082

Nie, kuźwa, nie. Ten wczorajszy post o Młodym to było jakieś totalne nieporozumienie. Nie będę kasować, ale nie. Dziś mnie olśniło w robocie. Już sobie nową towarzyszkę do obiadków znalazł, chyba Blondyna nie była zainteresowana jednak. Zmiana frontu o 180′. Panna zupełnie inna niż my. Ale huk. Nie ogarniam i nie chce ogarniać. Olać go, mam na projekcie nowego chłopczyka, który jest mega kontaktowy, obadać go tylko trzeba ;)

#1081

Widać jak się zajmuje blogiem, dopiero zczaiłam, że w nagłówku cały czas była jesienna grafika…

Dziś będzie o Młodym, mimo, że MG twierdzi, że za dużo o nim gadam, a nie powinnam. Ale z nim gadam codziennie, a z Wami jak się uda. Tudzież do Was mówię. Anyway, Młody ostatnio zmienił miejsce urzędowania w biurze, i tak się trafiło, że teraz siedzi po przekątnej od mojego biura w związku z czym mogę go obserwować w ciągu dnia. Generalnie nic pasjonującego, po prostu osoba siedząca przy komputerze, jednak są takie elementy jego zachowania, które mnie czasami zastanawiają – pewnie każdy ma takie swoje pomysły/rytuały, które powodują u innych występowanie pytania „po co” lub „dlaczego”. Jak wspomniałam, nie inaczej jest z Młodym. Z takich „dziwnych” zachowań, to np. noszenie ze sobą kubka do domu i codzienne wyjmowanie go rano z torby albo własny wieszak na ubrania w szafce. Można? Można. Nawet od czasu przeprowadzi zdarza mu się do mnie odezwać, oczywiście zawodowo, albo jak ma problem z iPhonem, bo jeszcze nie ogarnia tego urządzenia.  Nawet przeszła mi przez myśl taka myśl (masło maślane), żeby może trochę z nim poflirtować, tak dla zabawy, żeby z wprawy nie wyjść – chociaż nie wiem czy jeszcze umiem – ale jak tak go obserwuje, to widzę, że częściej niż kiedyś siedzi wpatrzony w telefon i się do niego uśmiecha, raczej się nie cieszy na kolejne sms’y reklamowe. Znaczy, poczynić pewne aluzję mogę zawsze, pouśmiechać się czy coś, ale może to w sumie głupie?

8475

#1080

Widziałam ostatnio w kinie dwa niezłe filmy.

Pierwszy to polska produkcja „Po prostu przyjaźń”, który dla odmiany nie jest kolejną głupiutką komedią romantyczną. Film „nie odkrywa ameryki”, ale w przystępny sposób pokazuje jak wyglądają relacje międzyludzkie, te najważniejsze, przyjacielskie. Warto zobaczyć. Nawet w domu na kanapie.

Drugi to już produkcja hollywodzka – „La la land” z moim ukochany Rayan’em Gosling’iem (nigdy nie wiem czy powinnam wstawiać ten apostrof jak odmieniam zagraniczne imię i nazwisko czy nie)na czele. Uwielbiam gościa, a w tym filmie jest świetny. W ogóle film jest świetny. A tak konkretniej to musical. O czym? O tym, że nie można mieć wszystkiego, albo, że nie wszystko dzieje się na raz i nie zawsze z tymi z którymi by się chciało. Jednak nie radze się sugerować i zobaczyć samemu, bo może ja to inaczej interpretuje niż założyli jego twórcy.  Jedno jest pewne jest o marzeniach. A jak wiemy, moje jakoś nie idą w parze z tym co się dzieje.