#1137

Wczoraj to miałam totalną kumulację problemów pierwszego świata przez co mój humor był na odpowiednio niskim poziomie.

Najpierw wkurwił mnie ludzik z pracy, który powinien pomagać mojemu zespołowi a nie rzucać kłody pod nogi. Potem było firmowe spotkanie, które generalnie popsuło mi plany na popołudnie. Nic nowego nie wniosło do mojego korporacyjnego życia, a przynajmniej nie teraz. Potem była nieudana wizyta w sklepie, bo szukałam prezentu na baby shower (tak wiem miałam już na to nie chodzić). W domu internet działał tak jak sam chciał i jeszcze na tinderze mi totalnie nie idzie (co jest z tymi facetami nie tak? a jeśli chodzi o mnie to niech mi ktoś powie, co jest nie tak ze mną?!).

Reklamy

#1136

Czuje, że się oddalamy od siebie. Pewnie każdy zdrowo myślący powie, że to dobrze (w końcu!), bo utrzymywanie bliskich relacji z byłym to raczej chora i niezdrowa sytuacja. Raczej nie pomaga, i tam jakoś niby to wiem, a jednak nie umiem się odciąć. To jakoś tak samo powoli umiera. On się mało odzywa, ja też ze wszystkim do niego nie lecę, bo nie powinnam, mimo że bym chciała. Może to już tylko przyzwyczajenie? Nie umiem jednoznacznie określić jakie mam obecnie uczucia wobec niego. Nie wiem. Jeszcze trochę boli w środku.

#1135

Wróciłam. Wprawdzie nie z zaświatów, a tylko z urlopu, ale zawsze coś. Wyjazd się udał. Nie wiem co takiego w sobie ma ta Irlandia, że mi się podoba, ale w jakiś tam sposób mi odpowiada. Powietrze, klimat, miasto. Inaczej niż w Warszawie. Wolniej się chyba tam żyje. Albo tylko mi się tak wydaje. To jak ze związkami, jedziesz raz i wiesz, że chcesz wrócić. To nie tylko przelotna znajomość. A że wysłali tam kolejne osoby ode mnie z pracy, to może następnym razem pojadę posiedzieć na głowie komuś innemu? Zobaczymy. Poza tym znowu wydałam za dużo kasy. Bo niestety po Panu K zostało mi upodobanie do dobrych restauracji i do butów. Chyba gorzej być nie może. Tak czy siak, w walizce podręcznej poza swoimi rzeczami upchnęłam jeszcze pudełko z butami, co było nie lada wyczynem, ale się udało. Jestem mistrzem planowania. Dobrze, że chociaż spakować się porządnie umiem. Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, to dowiedziałam się podczas piwa, że kolega, którym to mogłabym być potencjalnie zainteresowana rozstał się niedawno ze swym dziewczęciem. Jest to dla mnie niejako światełko w tunelu. Jak wróci do Warszawy to w sumie mogę zaproponować mu jakieś wyjście na piwo czy kawę. Chociaż z moim szczęściem to pewnie i tak nic z tego nie będzie.

#1134

Wiecie co robię (trochę odruchowo, albo jako mechanizm obronny), kiedy moi znajomi są po parowani? Odcinam się. Tak samoistnie, nie specjalnie, ale tak czuje w środku że nie jestem potrzebna. Jak to przysłowiowe piąte koło u wozu. I tak mi źle z tym w środku, bo niby nie powinnam, bo nie ma jakiś bezpośrednich przesłanek, że przeszkadzam jako ta ostatnia „niechciana” dusza. Robi się samo, jak bałagan. A może po prostu emocjonalnie jest coś ze mną nie tak?

#1133

Wracając wczoraj z koncert szłam za domami towarowymi Centrum, niby nic a jednak czułam się jakoś nieswojo. Chyba dlatego ze bardzo dawno nie było mnie tam wieczorową porą. Oczywiście knajpy nadal otwarte, ludzie dopiero zaczynaja weekend. W grupie znajomych lub parami. Właśnie, parami. Kiedyś tez tam chadzałam wieczorami z Panem K. Umawialiśmy sie przy krześle (od strony Chmielne jest rzeźba krzesła na kamieniu) i potem odbieraliśmy kierunek na resztę wieczoru. I tak mijając ludzi wzdłuż tej trasy odruchowo szukałam go w tłumie, bo przecież mógł tam gdzieś iść z inną. Bo przecież sie spotyka z innymi, bo może, a ja jestem nadal głupia i sama sie „biczuje” tymi myślami doprowadzając się w stan psychicznego doła. Ale koncert był fajny. 

#1132

Z ostatni zakupów trochę nic nie wyszło. Po przeczytaniu recenzji w necie z konkretnego modelu wibratora zrezygnowałam i nie szukałam narazie dalej. Torebki tez nie kupiłam. Kupiłam za to buty, które już oddałam, bo jak za but za miliony monet był słabo wykonane i prezentowały sie na zywo gorzej niż na zdjęciach. Przyszły za to klapki, które kupiłam specjalnie na wyjazd. A bo ja na urlop jadę w przyszłym tygodniu gdyby ktoś pytał. 

#1131

Jeszcze jedna dawka mojego masochizmu…

Moi znajomi obchodzą dziś 2. rocznice ślubu, a ja pamiętam co robiłam 2 lata temu po ich ślubie. Byłam na drugiej randce z Panek K. To była ciepła wrześniowa sobota, a my spędziliśmy wieczór przy fontannach na podzamczu.

#1130

Jakoś przeżyłam wczorajszy wieczór. Nawet jakoś nie płakałam mocno. Chyba już wystarczająco dużo łez się ze mnie wylało w ramach tego związku. Czyżby był jakiś limit? Nie wiem…

Tak swoją drogą, to byłam wczoraj na spotkaniu z Panem z tindera. I ot tak z przypadku, bo obecnie tindera przegląda na zasadzie „fajny w prawo, nie fajny w lewo”. Nawet nie czytam opisów, nie patrze na wiek, czy zainteresowania. Przesuwam jak w grze w jednorękiego bandytę, pociągasz za dźwignie i czekasz co wypadnie. I napisał, co ostatnio jest dziwne, bo faceci nie piszą, czekają aby ich zainteresować – to niech kurwa czekają. Anyway… Pan okazał się artystą – śpiewa w zespole rockowym. Poza tym pracuje w branży handlowej. I jest miły i sympatyczny, i nawet zabawny, ale… no właśnie, ale mi zupełnie obojętny. Jest tak, że jak się kogoś spotyka, to albo Ci ta osoba pasuje i jest fajnie, albo od razu jej nie lubisz, ale może być totalnie obojętna. No i tutaj nie ma tego czegoś, ja przynajmniej tego nie czuje. Miałam takie spotkania, że po pierwszym chciałam kolejnego bo czułam w środku, że coś tam może być, a tutaj tego nie było.  A on biedny niestety jest zainteresowany. Widać to było i podczas spotkania, i po spotkaniu bo pisał że miło, i że ładna i w ogóle. I to wszystko mimo iż byłam relatywnie zimna jak na moje relacje z innymi ludźmi, ale to nie było specjalnie, po części to przez wcześniejszą rozmowę z Panem K, która skutecznie zmieniła mój humor tego dnia.

Jak to mawiał klasyk i w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz…

#1129

Ten moment, kiedy pytasz byłego, czy możesz się u niego w piątek przechomikować bo masz firmowe piwo, a on mówi, że nie bardzo bo ma randkę…

Serce mi pękło, rozsypało się po podłodze i nawet go nie zbieram. Może jutro odkurzaczem to ogarnę. I tak nie ma po co zbierać i kleić…