#1098

Z serii historie towarzyskie:

Koleżanka ze starej pracy bierze ślub. Dostałam zaproszenie również na wesele, co oczywiście jest bardzo miłe z jej strony biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy nie widywaliśmy sie za często. Przyznam sie bez bicia, że to poniekąd z mojej winy, ponieważ dorobiła sie potomka, a jak powszechnie wiadomo dzieci to nie moja bajka… 

Tak czy siak, w ramach ślubu ma być i wieczór panieński i tu zaczęły sie schody – świadkowa okazała sie totalnie nie ogarnięta, a jej wymówka na wszystko jest „nie mieszkam w Warszawie i mam małe dziecko”. Serio? To sie od początku zapowiadało klapą, ale ona mnie tylko w tym utwierdziła. Uznałam jednak, spoko, pójdę żeby pannie młodej było miło, na 3h i do domu. Plan był dobry do momentu kiedy świadkowa postanowiła obdzwonić wszystkie „koleżanki” z wiadomością, żeby może jednak przyjechać do niej (80km od Warszawy) i tam posiedzieć, bo przecież jesteśmy stare i tak byśmy cała noc w klubie nie wytrzymały. WTF?! I zwątpiłam. Mam zamiar sie z tego wypisać, bo totalnie mi to nie leży… 

#1097

„To własnie dzięki wspomnieniom istnieje rodzaj ludzki.” Ghost in the Shell

Żyje wspomnieniami. Wiem, że nie powinnam, bo powinnam iść dalej (powinnam – nie powinnam, jak łatwo to powiedzieć, czyż nie?). Ale nie umiem. Bo dobrych rzeczy tak trudno się wyrzec, wyzbyć, wykasować z pamięci.  Złe łatwiej zepchnąć do kąta, owszem wracają, ale nie tak często, nie z taką siłą. A te dobre, same się pchają na pierwszy plan. I moja świadomość tego wszystkiego w tym nie pomaga. Gdyby ludzkość już wynalazła taką technologie, jak zaprezentowana w jednym z odcinków „Black Mirror” to pewnie nie robiłabym nic innego, tylko siedziała i oglądała swoje własne wspomnienia. Spojrzenia, uśmiechy, to wszystko co było, nie jest i już nigdy nie będzie. To raczej nie wróży dobrze na przyszłość, ale cóż, widać  taka już jestem.

Kupiłam nowe buty. Niebotycznie drogie, bo tylko zakupy sprawiają mi obecnie przyjemność.

#1096

Wiem, że już środa ale takie „hity” z weekendu w moim wykonaniu:

1.

Męczyć się 10 minut z wciśnięciem na tyłek wyszczuplajacych rajstop po czym zorientować sie, ze ma się na tyłku nie te gacie co trzeba…

2. 

Po czym poznać, ze wraca sie za wcześnie z imprezy? Po tym, ze w Macu jest jeszcze oferta śniadaniowa… 

#1095

Miłość nie istnieje.

W obecnych czasach, gdzie wszystkie sfery naszego życia są zdominowane przez technologie. Gdzie całodobowy dostęp do internetu to norma. Wśród tych wszystkich portali/aplikacji randkowych, które przeszły od formy zawierania po prostu znajomości do poszukiwania darmowego seksu codziennie z kimś innym.

Miłość nie istnieje.

Ale może znów bredzę.

#1094

Tak wiem, znów mnie nie było, ale to już norma, że jak jest dobrze, to na pisanie weny nie mam.

Miniony tydzień był totalnie nie mój. Atakowało mnie przeziębienie, nowy współpracownik doprowadzał mnie do szewskiej pasji i miałam ochotę go ubić, na siłowni nie szło, i do tego ilość pracy i obowiązków skutecznie zniechęcała mnie do czegokolwiek. Ale powoli wracam do życia. Nawet chciała iść dziś do kina, ale u mnie grają tylko Pana Grey’a. Odpuszczę.

Z innej bajeczki, to byliśmy w zeszły weekend z Panem K w jednej z dwóch restauracji, które zostały wyróżnione gwiazdką przewodnika Michelin. Oczywiście zostawiliśmy tam majątek, ale było warto. Zaczynając od klimatu miejsca, obsługi, po wspaniałe doznania zarówno wizualne jak i smakowe. Jeśli ma się jakąś okazje do świętowania, to myślę, że taka kolacja będzie w sam raz. Chociaż my akurat byliśmy tam bez okazji.

Poza tym mam już zaplanowane dwa urlopy, jeden na majówkę, a drugi na weekend czerwcowy. Jeszcze muszę sierpień ogarnąć ;)  Poleci ktoś ubezpieczenie turystyczne?

#1093

Dla zainteresowanych – piątkowa kawa nie miała miejsca. Samiec sie nie odzywał, a wg aplikacji był w odległości 20km ode mnie. Wróciłam do domu i spędziłam wieczór w domu grając w grę.

Zaobserwowane – kiedy facet Ci proponuje, żebyś go dowiedziała, a ty w rewanżu proponujesz to samo, bo dlaczego to ty masz jechać do niego?!, to facet nagle milknie. Odważni tacy na swoim terytorium, a na obce sie nie zapuszczają. Bo co ja mu zrobię? Przykuje do kaloryfera? Z uwagi na mieszkanie z rodzicami to raczej wątpliwy scenariusz. 

#1092

Biorąc podawane fakt, ze jest prawie 17, a kawa teoretycznie miała być o 17:30, to chyba kolega zrezygnował. Po czym wnioskuje? Brak jakiegokolwiek odzewu, a przywykłam potwierdzać spotkania zanim na takowe sie udam. Tak wiec zapowiada sie wolny wieczór, mogę usiąść na kanapie z serialem i kibełkiem lodów. A może jakiś film? 

#1091

A Kamila pamiętacie? To postać która pojawia sie i znika mimo kolejnego „nie” z mojej strony.

Tym razem rzecz miała miejsce we wtorek – ten to ma nosa, co tindera zainstaluje to on sie odzywa. Ja tu sobie już leżę w łóżeczku a ten wyskakuje z wiadomością czy w czwartek jadę z nim za miasto. No pogięło chłopca. Pytam o co chodzi, na co odpowiada, że z koleżanka jedzie i pomyślał ze może tez bym miała ochotę – cały czas chce do tego schematu z trójkątem doprowadzić. Kazałam mu sie popukać w główkę i ogarnąć jedną pannę jak jest chętna a nie kombinować. 

#1090

Dalej Tinder…

Miałam dziś mieć kolejna kawę, ale bez obraz z innym kolesiem, ten z niedzieli sie nie odzywa wiec chyba ogarnął ze nie jestem zainteresowana wielbicielem komedii na jedynce (tak! Mówił ze lubię w niedziele wieczorem oglądać komedie na jedynce). Dzisiejszy samiec, jak sie okazało, bywa na tej samej siłowni co ja i nawet mam swój typ który to – jak ja przychodzę to on zazwyczaj już wychodzi, wiec w sumie nie miałam czasu go ogarnąć, ale pewności nie mam ze to ten. Tak czy siak miała być dziś kawa, ale przełożył na piątek. Zobaczymy czy w piątek nie odwoła? Czas pokaże. 

#1089

Maruda wpadła na genialny pomysł – znów – i zainstalowała -znów – tindera.

Od rana dziś pisałam z jednym gościem, miło, sympatycznie, nic nachalnego. Zaproponował spotkanie na kawę i że jeszcze przyjedzie tutaj w moje okolice, w sumie dobrze, bo mi to się do Warszawy dziś jechać nie chciało.

Umówiliśmy się pod kawiarnią. Jak go zobaczyłam to trochę byłam zawiedziona jego wyglądem – na zdjęciu wyglądał lepiej i w dodatku był na nim w okularach przeciwsłonecznych. Ale ok, wiadomo, pierwsze wrażenie może być mylące. Poza tym zadbany, dobrze ubrany, tylko nieco za cicho mówił i trochę jakby niewyraźnie. Dobra to też można przeżyć, ale rozmowa się nie kleiła, a ja też się jakoś wybitnie nie wysilałam. A jak już zaczęliśmy rozmawiać o telewizorach to nic dobrego nie mogło wróżyć. Z godzinę siedzieliśmy w kawiarni, aż zapytał czy już się zmywamy. Chyba nie wyczuł, że to liche spotkanie, bo nawet odprowadził mnie do samochodu. Chwila rozmowy, a jak zaczął mi odgarniać włosy z twarzy to już doskonale wiedziałam do czego to zmierza. Nie dałam się, można powiedzieć, że odepchnęłam go ręką, i chyba myślał, że to taka gra z mojej strony bo się uśmiechnął, a ja grzecznie powiedziałam „do widzenia” i wsiadłam do samochodu.

Dobrze, że już po. Nawet jak odjeżdżałam, to pojechałam trochę na około wąskimi uliczkami, gdyby przypadkiem wpadł na pomysł za mną jechać. Tak asekuracyjnie.